Ołowiem chyli się niebo.
Zda się - oplata swym ciężarem,
Wyżynę dumną w sen zastygłą-
Nasze miłości, które mijałem.
Tam myśli biegną zaczarowane
W zapamiętaniu leśnej drogi
przy której klęczą buki kare
Wichrem skręcone pełne trwogi.
Tam to tajemnie
Dwa krzyże wbite
W warkoczu gałęzi
Ledwo się jawią
Miejsce gdzie kiedyś
Myśl w czyn ziściła się bólem
I w opętaniu zacisł się sznurem
Sługa Tej Góry
"Leśny Kazio"
Krzyż jeden
Żalu w tęsknocie
Matki dowodem
Drugi jakby w pokucie
Sam z siebie zjawił
Gałąź fatalną
Znakiem położył
W Sakrament Śmierci
Pobłogosławił
Żywicą spłynął -
Łzą bursztynową
Ołowiem chyli się niebo.
Zda się-oplata swym ciężarem,
Krzyże w buczynie zatopione
W miejscu gdzie niesie swą karę
"Leśny Kazio"- sługa tej góry.
Zda się - oplata swym ciężarem,
Wyżynę dumną w sen zastygłą-
Nasze miłości, które mijałem.
Tam myśli biegną zaczarowane
W zapamiętaniu leśnej drogi
przy której klęczą buki kare
Wichrem skręcone pełne trwogi.
Tam to tajemnie
Dwa krzyże wbite
W warkoczu gałęzi
Ledwo się jawią
Miejsce gdzie kiedyś
Myśl w czyn ziściła się bólem
I w opętaniu zacisł się sznurem
Sługa Tej Góry
"Leśny Kazio"
Krzyż jeden
Żalu w tęsknocie
Matki dowodem
Drugi jakby w pokucie
Sam z siebie zjawił
Gałąź fatalną
Znakiem położył
W Sakrament Śmierci
Pobłogosławił
Żywicą spłynął -
Łzą bursztynową
Ołowiem chyli się niebo.
Zda się-oplata swym ciężarem,
Krzyże w buczynie zatopione
W miejscu gdzie niesie swą karę
"Leśny Kazio"- sługa tej góry.




